Tel: +48-14-627 22 25

Interview: Zagraniczne kontakty WTH

Europejskie wychowanie


(mud) – Każdy, kto chce z sukcesem robić interesy za granicą, musi znaleźć ku temu właściwą drogę. Dziś Walter Thieme ma wprawdzie małą, ale solidną i niezawodną sieć, która z powodzeniem pozwala mu się poruszać na rynku azjatyckim. Dostęp tam uzyskał sam, bez pomocy z zewnątrz. Jego zasada to: nawiązać kontakt, jechać na miejsce, zrobić interes. W wywiadzie opowiada o tym, jak stało się to sukcesem.

Pytanie: Panie Thieme, jak można np.najlepiej nawiązać dobre stosunki z ludźmi w Chinach?

Walter Thieme: Nigdy nie próbowałem poruszać się po Chinach jak Chińczycy. Ale z dobrym "europejskim wychowaniem", z plecakiem i rozsądną ilością empatii oraz kompetencjami międzykulturowymi, mogłem wszędzie poruszać się swobodnie. Przy okazji: przydaje się umiejętność jedzenia pałeczkami, otwarcie na poznanie różnorodności kuchni chińskiej i zaakceptowanie chińskiego stylu życia.

Pytanie: Jak doszło do wizyt w Indiach?

Thieme: Podczas targów tworzyw sztucznych "K 1998" w Düsseldorfie skontaktowałem się z indyjskim producentem dodatków na bazie kwasów tłuszczowych. Zaplanował on instalację do produkcji wosków amidowych i poszukiwał późniejszych partnerów dystrybucyjnych w Europie. Tak WTH GmbH stała się ich pierwszym dystrybutorem w Europie. Później odwiedziłem ukończoną fabrykę wosku amidowego. Kontynuowałem podróż do dostawców w Bombaju, New Delhi, Ahmedabadzie i byłem w Indiach sześć razy. Najpierw byłem tam sam, później też zabrałem ze sobą personel.

Pytanie: Zawsze opowiada Pan o dobrych ludzkich spotkaniach - nawet w Indiach?

Thieme: I to jak: rozwinęły się serdeczne kontakty osobiste. Moja żona Annemarie i ja zostaliśmy nawet zaproszeni na indyjskie wesele hinduskie w rodzinie mojego partnera biznesowego. Oznaczało to: świętowanie przez 5 dni, początkowo w "małym" gronie 300 osób, później finalnie z 2500 gośćmi.

Pytanie: Dalsze podróże poprowadziły Pana z powrotem do Chin. Pojechał Pan ponownie sam?

Thieme: Dokładnie. Pojechałem do Beijing i do prowincji Shandong. Odwiedziłem dostawców rozjaśniaczy optycznych i włókien szklanych. Brałem udział w dziesiątej rocznicy Taishan w TaiAn z wielkim bankietem, wycieczką po firmie i oczywiście chińskimi fajerwerkami. Tu także rozwinęły się bardzo serdeczne kontakty z moimi chińskimi partnerami biznesowymi. Nie tylko widziałem wiele chińskich przedsiębiorstw produkcyjnych, ale także podróżowałem po kraju z Hongkongu i Shenzhen na południu, przez Shanghai do Beijing i Liaoning w północno-wschodnich Chinach i niektórych miastach wzdłuż rzeki Jangcy, najdłuższej rzeki w Chinach.

Pytanie: A teraz coraz częściej zabiera Pan ze sobą syna Gero - przedstawia go Pan rozmówcy jako swojego następcę?

Thieme: Tak, jako mojego następcę chciałbym przygotować go i wprowadzić w świat biznesu i materii. Byliśmy razem nie tylko w Chinach, ale także w Indiach i dwukrotnie w Korei Południowej, gdzie chcemy nawiązać kontakty handlowe.

Pytanie: Odwiedzanie kraju i ludzi to jedno. Ale Azjaci są również uważani za chętnych do podróży. Czy kiedykolwiek odbyli u Pana rewizytę?

Thieme: I co za jedną! Nawet z "konsekwencjami": Pewnego dnia delegacja ośmiu osób z Chin ogłosiła swoją wizytę w Stade. Osobiście znałem tylko dwie osoby . Spędziliśmy jednak wieczór z typową niemiecką serdecznością, niemiecką kuchnią domową i dużą dozą radości. A teraz wynik: kilka tygodni później kontakty handlowe i negocjacje były znacznie łatwiejsze i szybsze. Odtąd np. towary do WTH były dostarczane z otwartym terminem płatności, również zwykłe transakcje dokumentowe zostały zniesione. - Myślę, że wiele udało mi się dobrze zrobić...

(Przeczytajcie Państwo także raport "Sprawdzona zasada w WTH: Samemu do Azji")